Dziki łubin
Charlotte Link — Powieść obyczajowa

Wyglądała przecież jak kluska!

– Jest już tak gorąco jak w lecie – stęknęła Modesta i wytarła sobie pot z zaczerwienionej twarzy. – Ledwo można wytrzymać, a już szczególnie w moim stanie.

– To dlaczego nosisz stale czarną suknię, ciociu? To jeszcze pogarsza sprawę!

Modesta oburzyła się natychmiast.

– Zapominasz, że jestem w żałobie! Ale ty oczywiście nigdy nie znosiłaś moich rodziców!

Rodzice Modesty zmarli niedawno jedno po drugim, ale Belle rzeczywiście nie mogła przyznać, że bardzo ją to dotknęło, choć każdego przeraża śmierć osoby, którą się dobrze znało. I to nawet kogoś tak stetryczałego i niechętnie usposobionego do świata jak stara ciotka Gertruda czy jej mąż Wiktor, zagorzały nazista. Jednak Modesta przeżyła to bardzo boleśnie i teraz nie omieszkała dodać:

– Ty mojej biednej matce skutecznie utrudniałaś życie! Ciągle się z nią nie zgadzałaś…

– Ach, Modesto! Akurat wtedy jako dziecko przechodziłam fazę buntu wobec całego świata! Nie należało przecież brać tego poważnie!

Modesta popatrzyła niemal z nienawiścią na twarz młodej kobiety. „Jaką ona ma czystą i śliczną cerę”, pomyślała. „I dlaczego jej włosy tak lśnią? Jaka ona jest piękna i młoda!”