– Nie. Pouczyłem go i poinformowałem o tym, że ma obowiązek to zrobić, bo jego wizerunek odpowiada rysopisowi osoby poszukiwanej.
Joanna nie mogła opędzić się od wrażenia, że słucha nie tyle relacji tego, co się wydarzyło, ile wcześniej ułożonej formułki.
– Wyjął broń, a ja natychmiast zrobiłem to samo. Nie dał mi nawet czasu na zastanowienie… Nie miałem wyjścia.
Chyłka przez moment milczała.
– Szukałeś tego gościa? Trafiłeś tu, bo doprowadził cię jakiś trop?
– Nie.
– To skąd się tu wziąłeś?
– Po prostu przechodziłem.
Chyłka westchnęła i usiadła obok niego. Nie wyglądało to dla Szczerbińskiego najlepiej i gdyby nie to, co powiedział jej przez telefon, nie zdecydowałaby się mu pomóc. Ściągnęłaby na miejsce Żelaznego albo innego prawnika, który wisiał jej przysługę. Sama nie miała w tej chwili żadnego interesu w angażowaniu się w takie sprawy.
– Wiem, jak to wygląda – odezwał się podkomisarz. – Ale… pomożesz mi?
Joanna powoli się do niego obróciła.
– Nie zostawiłeś mi innego wyjścia w momencie, kiedy powiedziałeś, że wiesz, jak znaleźć Langera – odparła.