– Nikomu nic się nie stanie – powiedział, a w jego oczach pojawiło się coś, co Gerard doskonale znał z analizy psychopatycznych przypadków.
Poczucie absolutnej siły połączone z niemożliwym do opanowania podnieceniem.
W lokalu nagle zapanowało poruszenie, klienci zdawali się dopiero teraz odnotować, skąd pochodzi gryząca woń paliwa. Niektórzy rzucili się do drzwi, patrząc na chłopaka jak na mogącego im zagrozić terrorystę. Inni poddali się jednemu z najpowszechniejszych instynktów współczesnego świata i sięgnęli po komórki.
Po chwili w kawiarni oprócz Gochy i Edlinga pozostała jedynie stojąca za ladą kelnerka. Wyglądała, jakby sama nie do końca rozumiała, dlaczego nie uciekła.
– Spokojnie… – odezwał się Gerard, powoli podnosząc otwarte dłonie.
Czas zdawał się zatrzymać. Chłopak oddychał ciężko i trzymał zapalarkę tak blisko przesiąkniętej benzyną bluzy, że wystarczyłaby sekunda, by całe jego ciało ogarnęły płomienie.
– Wszystko jest w porządku – dodał łagodnym głosem Edling. – Kontrolujesz sytuację.
Młody zamrugał nerwowo.
– Cokolwiek chcesz osiągnąć, już ci się to udało.