Wszystko, co wydarzyło się przed kilkunastoma minutami, wydawało się kompletnie nierealne. Siedząc przy stoliku, Rosa miała wrażenie, że przez jakąś szczelinę w rzeczywistości wpadła do innego świata.
Jak przez mgłę pamiętała wbite w nią oczy chłopaka, dziwny wyraz jego twarzy i mały płomień, który sprawił, że ciało nastolatka stanęło w ogniu.
Gerard natychmiast zrzucił marynarkę i próbował go ratować, ale kiedy ta szybko się zajęła, było jasne, że nic nie mogą zrobić. Zanim ktoś w końcu przybiegł z gaśnicą, chłopak leżał na podłodze i się nie ruszał.
Gocha zamknęła oczy, wciąż słysząc, jak przeraźliwy krzyk nastolatka się urywa. Nie wiedziała, jak długo trwała w całkowitym bezruchu i marazmie. Wyrwał ją z niego dopiero znajomy głos i dotyk na plecach.
– Wszystko w porządku? – spytał Edling.
Otworzyła oczy i mimowolnie się wzdrygnęła, a on szybko cofnął dłoń.
– Przepraszam – dodał.
Szybko machnęła ręką.
– Rozmawiałeś z Domańskim? – spytała.
– Tak.
– I? Co z chłopakiem?
– Ma poparzenia trzeciego stopnia na dziewięćdziesięciu procentach ciała. Drogi oddechowe też ucierpiały.
Gocha znów na moment zamknęła oczy i głośno wypuściła powietrze przez usta.
– Przeżyje?