– Nie wiem – odparł ciężko Gerard. – Ale Domański twierdzi, że rokowania nie są zbyt dobre. Przewieźli chłopaka na Witosa, jest pod opieką anestezjologów i będzie utrzymywany w śpiączce.
Rosa powiodła wzrokiem w kierunku budynku biblioteki, w którym mieściła się „Kafka”.
– Był w stanie mówić?
– Nie. Zresztą nawet gdyby, zdawał się pod wpływem dość mocnych substancji psychoaktywnych.
Gocha podniosła się i dopiero teraz poczuła, jak miękkie są jej nogi. Wciąż miała przed oczami widok palącego się żywcem chłopaka i przypuszczała, że prędko się go nie pozbędzie. Ani tego, ani poczucia winy płynącego z całkowitej bezsilności.
– Konrad i reszta wszystko sprawdzą – dodał Edling. – I prędzej czy później ustalą, o co chodziło.
– Wiesz dobrze, o co.
Gerard zmarszczył lekko czoło.
– Chłopak nie bez powodu przyniósł tę kartę tarota i położył ją na stole – dokończyła Gocha. – I widziałeś, jak na mnie patrzył?
– Trudno było nie zauważyć.
– Więc masz swoją odpowiedź.
– Która brzmi?
Rosa przesunęła dłonią po włosach i uświadomiła sobie, że wciąż trzęsą jej się ręce.
– To miało być ostrzeżenie dla mnie – powiedziała.
– Od kogo?
– Ludzi, którzy odpowiadają za zniknięcie Natalii Morawiec.