– A jak myślisz? Przed chwilą jakiś dzieciak podpalił się metr ode mnie. W dodatku zrobił to, patrząc mi prosto w oczy, jakby chciał w ten sposób coś mi przekazać.
Edling odchrząknął cicho i powiódł wzrokiem po placu Wolności, zdając się szukać kogoś lub czegoś.
– Może pójdziemy na chwilę do mnie? – podsunął.
– Co?
– Przydałaby ci się lampka wina.
Nie spodziewała się takiej propozycji. Nie po tak długim czasie. Od kiedy widzieli się ostatnim razem w jego mieszkaniu, unikał jej i nie odzywał się. Nie wpadali na siebie ani na ulicy, ani w sklepach, o co w stosunkowo małym mieście wcale niełatwo. Rosa przypuszczała, że Gerard celowo omija miejsca, gdzie mógłby ją spotkać.
– Jesteś pewien?
Skinął głową w kierunku Małego Rynku, jakby sam fakt, że złożył taką propozycję, świadczył o jego pełnym przekonaniu. Być może tak było. Edling nie należał do osób, które działały pod wpływem impulsu.
Przynajmniej nie ten, który nosił jasne garnitury i siwy zarost wokół ust. Ten zaś, którego Gocha znała przed laty, był zdolny do podejmowania decyzji bez wcześniejszego przemyślenia.