– Właściwie to dostałem. Od Konrada – odparł spokojnie. – Był przekonany, że obydwie należały do nas.
Rosa sięgnęła po tę z numerem szóstym i symbolem kochanków.
– I nie wyprowadziłeś go z błędu?
– Nie.
Tego nie przewidziała. Wprawdzie nie był już prokuratorem i mimo namów ze strony Domańskiego nie miał zamiaru nigdy wracać do zawodu, ale ostatnim, czego się po nim spodziewała, było przywłaszczanie sobie materiału dowodowego.
– Im to niepotrzebne – odezwał się Gerard. – Nie połączyli żadnych faktów, nie prowadzą śledztwa w sprawie zaginięcia Natalii Morawiec. Ty za to wprost przeciwnie.
Zerknęła na niego niepewnie.
– Sama mogę nie dać rady – odparła.
– Kto jak kto, ale akurat ty żadnej pomocy nie potrzebujesz.
Przytrzymała jego spojrzenie tylko przez chwilę i odwróciła wzrok, nie mogąc znieść przyspieszonego bicia serca, które pojawiało się, ilekroć dłużej patrzyła w jego oczy.
– W tym wypadku mogę potrzebować – zauważyła. – Odpadło mi trochę stażystów i praktykantów, więc… sam rozumiesz.
– Nie.
– Szukam kogoś, kto mógłby odwalać za mnie czarną robotę.
– I od razu pomyślałaś o mnie?