– W momencie, kiedy się urodziłaś – odparł. – Ale w najlepszym możliwym sensie.
Znów pozwoliła sobie na nieznaczny uśmiech.
– Ale jeśli chodzi o to, że na rzeczy jest coś więcej niż tylko zaginięcie nastolatki i próba samobójcza licealisty, to nie, nie uważam, żeby ci odbiło – dodał.
Gocha wypuściła głośno powietrze. Nawet nie wiedziała, że tak bardzo potrzebowała tej deklaracji z ust Edlinga.
Podniósł się, przeszedł po pokoju z rękami założonymi za plecami, a potem zatrzymał się przy oknie. Przez moment patrzył nieruchomo w stronę Teatru Kochanowskiego.
– Powinnaś zacząć od rozmowy z rodzicami Natalii Morawiec – odezwał się w końcu. – Może przy odrobinie szczęścia pozwoliliby ci rzucić okiem na jej komputer lub…
– Już u nich byłam – odezwała się Gocha.
Poniewczasie zreflektowała się, że jeśli jest jedna rzecz, która ekspresowo potrafi wyprowadzić Edlinga z równowagi, to jest nią przerywanie mu w pół zdania. Mimo to zdawał się zupełnie tego nie odnotować.
– Nie mają ochoty rozmawiać z dziennikarzami – dodała.
– Więc może trzeba ich przekonać, że jesteś jedyną osobą, która może pomóc ich córce.
Rosa pokręciła głową.