Edling zgodził się, kiwając głową, a Gocha przez chwilę mu się przyglądała. Odwróciła wzrok dopiero, kiedy na nią zerknął.
– Jesteś pewien, że chcesz brać w tym udział? – zapytała.
– Nie byłoby mnie tu, gdyby było inaczej.
W duchu przyznała mu rację, choć zdawała sobie sprawę, że takie zachowanie jest do niego niepodobne. Ten Edling, którego poznała przy sprawie Iluzjonisty, wolałby pozostawić wszystko policji i nie mieszać się do śledztwa.
– W takim razie jedźmy na Witosa – podsunęła Gocha. – O ile zastava daje radę na takich dystansach.
– To niecałe dziesięć kilometrów – odparł spokojnie Gerard.
– Wiem.
– Poza tym wątpię, żeby rodzice byli gotowi rozmawiać z kimkolwiek w szpitalu. Szczególnie z przedstawicielką mediów.
– To co proponujesz?
– Przyjrzeć się temu, co mamy – rzucił Edling i zerknął na torebkę Rosy, którą ta położyła na dywaniku przy nogach.
Gocha nie sądziła, by z kart dało się wyczytać cokolwiek – ani związanego z przyszłością, ani z przeszłością. Mimo to wyciągnęła obydwie. Gerardowi oddała tę pierwszą, przedstawiającą Sprawiedliwość, a sama przyjrzała się Kochankom.
– Co o tym wiesz? – odezwał się Edling, unosząc swoją kartę.