Kompozytor podał w wątpliwość obecny porządek. Obnażył jego niedoskonałości, uwydatnił to, jak okrutny potrafi być człowiek we współczesnym świecie. Nawoływał właściwie do anarchii, a to musiało przemawiać do niejednego.
Dla Edlinga Zeiger był jednak ucieleśnieniem zła. A niektóre z jego ostatnich słów wciąż rozbrzmiewały mu w głowie, gdy czasem po kilku kieliszkach wina kładł się spać.
„Stałeś się mną, Gerard”. „Jesteśmy w tym samym miejscu. I nie mam na myśli więzienia”.
Zaraz potem życie w oczach Horsta zgasło.
– Gero?
Edling lekko potrząsnął głową. W towarzystwie Gochy tracił kontrolę nie tylko nad swoimi myślami, ale także nad ciałem.
– To zrozumiałe – odezwał się. – Listy od fanów przychodzą do praktycznie każdego seryjnego zabójcy. Ludzie są nimi zafascynowani, bo uwielbiają tajemnice. A nie ma nic bardziej tajemniczego od motywacji człowieka, który z jakiegoś powodu świadomie odbiera życie grupie innych ludzi.
– Tak, ale…
Rosa zawiesiła głos, a Gerard spokojnie czekał, aż dokończy myśl.
– Wydaje mi się, że trafiłam na coś więcej niż tylko fascynację.
– To znaczy?