Obiad zakończył się przyjemną rozmową, a Musk dał spokój z dietą. Pojawił się kelner z deserem w kształcie ogromnej żółtej rzeźby z waty cukrowej, a mój rozmówca natychmiast się do niej dobrał, odrywając całe garście cukrowego puchu. Sprawa była uzgodniona. Uzyskałem dostęp do kierownictwa jego firm, przyjaciół i rodziny. Mieliśmy spotykać się na obiad raz w miesiącu i spędzać ze sobą tyle czasu, ile było konieczne. Po raz pierwszy Musk wpuścił dziennikarza do swojego świata. Dwie i pół godziny po rozpoczęciu naszego spotkania Musk położył dłonie na stole, podniósł się z krzesła, zatrzymał, spojrzał mi w oczy i zadał to niewiarygodne pytanie: „Uważasz mnie za szaleńca?” Osobliwość tego pytania na chwilę odebrała mi mowę, podczas gdy każda synapsa w moim mózgu starała się wykombinować, czy był to rodzaj zagadki, a jeśli tak, to jak powinienem ją rozwiązać. Dopiero po tym, jak spędziłem z Muskiem wiele czasu, zdałem sobie sprawę, że zadał to pytanie raczej sobie niż mnie i cokolwiek bym wtedy nie odpowiedział, nie miało to znaczenia. Musk zatrzymał się jeszcze raz i zastanawiał się głośno, czy można mi zaufać, a potem spojrzał mi w oczy, by podjąć decyzję.