Podał doktorowi list polecający od profesora Sokołowskiego, ale doktor tylko rzucił nań okiem, wyraźnie bardziej zainteresowany siedzącym przed nim ciałem. Młodzieniec poczuł się nieswojo, a przyczyną był wzrok, jakim tamten na niego spoglądał. Tak jakby nie widział Mieczysława Wojnicza, pacjenta z dalekiego Lwowa, ale właśnie samo ciało, coś przedmiotowego i mechanicznego. Najpierw bez zażenowania odciągnął dolną powiekę Wojnicza, przyglądając się z uwagą kolorowi błon śluzowych i gałce ocznej. Następnie przesunął wzrokiem od brody po skronie, wreszcie kazał mu się rozebrać do połowy, krytycznie popatrzył na klatkę piersiową, a palcem zaczął naciskać sutki pacjenta.
– Nieznacznie powiększone, podobnie jak węzły chłonne – powiedział. – Zawsze tak pan ma?
– Od kilku lat – odparł onieśmielony Wojnicz.