Empuzjon
Olga Tokarczuk — Literatura piękna

Woj­nicz po­wo­li i wy­raź­nie wy­po­wie­dział swo­je imię i na­zwi­sko, pew­nie w na­dziei, że tam­ten od razu je za­pa­mię­ta. Roz­ma­wia­li przez chwi­lę i From­mer zdą­żył go po­in­for­mo­wać, że le­czy się w Gör­bers­dor­fie re­gu­lar­nie, jest tu­taj, z prze­rwa­mi, już trzy lata. Cza­sa­mi wra­cał na chwi­lę do Bre­slau, ale tam za­raz mu się po­gar­sza­ło.

– Wie pan, mia­sto Bre­slau leży nad wodą. Wio­sną nad bu­dyn­ka­mi wi­szą chma­ry ko­ma­rów, ma­łych, ale nie­zwy­kle ja­do­wi­tych, a lu­dzie cho­ru­ją na reu­ma­tyzm. La­tem nie spo­sób wy­sie­dzieć w ogro­dzie, dla­te­go urzęd­ni­cy pań­stwo­wi zo­sta­ją tam tyl­ko na krót­ki okres kil­ku lat, a po­tem wra­ca­ją do lep­szych miejsc. Bre­slau to mia­sto przej­ścio­we – w jego gło­sie po­ja­wił się smu­tek, jak­by mia­stu współ­czuł. – To przez tę wszech­obec­ną wodę, wkra­da się wszę­dzie... Źle to zno­szę... – Za­czął kasz­leć. – O, wi­dzi pan, na samą myśl o tym kasz­lę.