Empuzjon
Olga Tokarczuk — Literatura piękna

Woj­nicz umknął wzro­kiem w kie­run­ku okna, za któ­rym prze­cho­dzi­ło wła­śnie ja­kieś we­so­łe to­wa­rzy­stwo, co chwi­lę wy­bu­cha­ją­ce śmie­chem. Po­my­ślał, że ci lu­dzie śmie­ją się po pol­sku, choć nie bar­dzo po­tra­fił so­bie to wra­że­nie wy­tłu­ma­czyć. Z da­le­ka nie było sły­chać słów.

– Czy i pan szy­ku­je się do prze­pro­wadz­ki do kur­hau­su? – za­py­tał From­me­ra.

My­ślał, że to py­ta­nie wy­wo­ła na twa­rzy roz­mów­cy bo­daj lek­ki uśmiech, ale ten po­trak­to­wał je po­waż­nie.

– Boże ucho­waj – żach­nął się. – Tam jest za dużo lu­dzi. Nic stam­tąd nie wi­dać. Ni­cze­go się pan nie do­wie ani nie na­uczy. Ży­cie w tłu­mie jest gor­sze niż wię­zie­nie.

No cóż, Woj­nicz miał już chy­ba wy­ro­bio­ne zda­nie na te­mat Wal­te­ra From­me­ra – dzi­wak.

Obaj byli, zda­je się, rów­nie nie­śmia­li, bo przez chwi­lę sta­li na­prze­ciw­ko sie­bie w nie­zręcz­nym mil­cze­niu, je­den cze­kał, aż dru­gi wy­po­wie ja­kieś kon­wen­cjo­nal­ne zda­nie. Wy­ba­wił ich z tej pa­to­wej sy­tu­acji Wil­helm Opitz, go­spo­darz.