Empuzjon
Olga Tokarczuk — Literatura piękna

– Mam na­dzie­ję, że nie prze­szka­dzam w oży­wio­nej kon­wer­sa­cji – po­wie­dział i Woj­nicz za­sta­na­wiał się przez chwi­lę, czy Wil­helm drwi z nich, czy jest aż tak nie­uważ­ny. Lecz ten wziął go moc­nym chwy­tem pod ra­mię i po­pro­wa­dził w kie­run­ku wyj­ścia.

– Prze­pra­szam, ale mu­szę prze­ka­zać mło­de­go czło­wie­ka pod uważ­ne oko dok­to­ra Sem­per­we­ißa. Nasz gość przy­był tu w opła­ka­nym sta­nie.

From­mer bąk­nął coś nie­wy­raź­nie, wró­cił na swo­je miej­sce pod oknem i usiadł w ta­kiej sa­mej po­zy­cji jak wcze­śniej. Jak­by pra­co­wał tu­taj na eta­cie dy­mią­ce­go me­bla.

– Dok­tor From­mer jest tro­chę dziw­ny, ale to przy­zwo­ity czło­wiek. Jak wszy­scy w moim pen­sjo­na­cie – po­wie­dział Wil­helm tym swo­im co­raz mil­szym dla ucha Woj­ni­cza dia­lek­tem, gdy sta­nę­li na scho­dach przed do­mem. – Chło­pak za­pro­wa­dzi pana do dok­to­ra Sem­per­we­ißa. Niech pan na nie­go uwa­ża, nie lubi lu­dzi ze Wscho­du. W ogó­le ni­ko­go nie lubi. To wiel­ka stra­ta, że nie ma tu­taj ko­goś ta­kie­go jak dok­tor Breh­mer – do­dał z za­du­mą, gdy po chwi­li oby­dwaj sta­nę­li przy most­ku.