Szli teraz we dwóch w dół strumienia w stronę centrum wsi, Rajmund opowiadał coś z zapałem, ale mówił tak dziwnym dialektem, że Wojnicz niewiele rozumiał. Przyglądał się z zainteresowaniem pięknym domom stojącym wzdłuż drogi i robotnikom, którzy naprawiali trakcję elektryczną. Rajmund zapytał, czy Mieczysław wie, co to jest – elektryczność.
Potem ukłonili się dwóm starszym kobietom w szerokich spódnicach, siedzącym na ławce przed jednym z domów.
– Frau Weber i Frau Brecht – powiedział Rajmund z ironicznym uśmiechem i to akurat Wojnicz zrozumiał.
Po chwili chłopak wskazał z dumą sanatorium doktora Brehmera, ten sam budynek, który Wojnicz widział wczoraj wieczorem, teraz jednak wydawał mu się on jeszcze potężniejszy, zwłaszcza że mgła prawie zniknęła i gdzieś wysoko poza doliną świeciło hojnie wrześniowe słońce.