Rozejrzał się i dostrzegł też starego znajomego – pracownika Muzeum Saga. O tej porze roku mógł on pozwolić sobie na wolne nawet o tej porze, bo muzeum świeciło pustkami.
– Gdzie reszta ludzi? – zagadnął go Hallbjørn.
– Szukają dziewczyny – odparł mężczyzna, wskazując w kierunku zaśnieżonych stoków Hægstafjall. – Niedługo będą organizować kolejną grupę, możecie dołączyć.
– Chętnie – odezwała się Ann-Mari.
– Mamy zamiar pójść linią brzegową na południe. Może gdzieś zasłabła i straciła przytomność.
Olsen poczuł w gardle gęstniejącą ślinę.
– Musi być gdzieś w mieście – dodał mężczyzna.
– Oby – skwitował Hallbjørn.
Wiedział, że w przeciwnym wypadku mogła nie przeżyć nocy. Jeśli weszła na któreś z czterech wzgórz otaczających Vestmannę od strony lądu, nie było nawet o czym mówić. Temperatura za dnia utrzymywała się na plusie, ale po zmroku szybko spadała. Kilkanaście godzin z pewnością by wystarczyło, żeby dziewczyna wpadła w hipotermię.
– Jak to się mogło stać? – zapytała Ann-Mari.