Wyprostował się. Starał się oddychać przez nos i nie odzywać się, jeśli nie było to konieczne. Raz po raz jednak ktoś go zagadywał, wszyscy byli podekscytowani i zaczynali opowiadać niestworzone historie. Niewiele było trzeba, by w małej społeczności popuszczono wodze fantazji.
Hallbjørn obserwował policjantów przesłuchujących staruszkę i zastanawiał się, jaką przyjąć strategię. Naraz uzmysłowił sobie, że już samo snucie takich myśli stawia go w niekorzystnym świetle.
Absurd. Nie ma przecież możliwości, żeby zrobił cokolwiek tej dziewczynie. Ani on, ani ktokolwiek inny. Może w stolicy takie rzeczy się zdarzały – tam pito jeszcze więcej, trudniono się przemytem narkotyków z Rosji, Szwecji czy Norwegii, dochodziło do bójek i coraz powszechniejsza była przemoc domowa. Ale tutaj? Vestmanna nie miała nawet aresztu. Ten w Tórshavn też zresztą nazywano tak trochę na wyrost, bo było w nim raptem kilka miejsc. Skazanych na odsiadkę wysyłano do Danii, tutaj nikt nie miał doświadczenia w takich sprawach.