– I nic nie powiedziałeś? – zdziwił się mężczyzna.
Olsen uznał, że pora zawczasu się ze wszystkiego wyspowiadać. Uśmiechnął się blado do córki, a potem na tyle delikatnie, na ile było to możliwe, wyswobodził kurtkę z jej uścisku. Gdy poszedł w stronę policjantów, ci wpatrywali się już w niego podejrzliwie. Staruszka musiała powiedzieć, o której skończył reperować okiennice.
Po kilku krokach Hallbjørn odniósł wrażenie, że nieco się zatoczył. Nie był jednak pewien i miał nadzieję, że to tylko złudzenie. Stanął przed funkcjonariuszami, czując na sobie ich ciężki wzrok.
– Panowie, wybaczcie, że dopiero teraz, ale...
– Widział pan zaginioną? – wpadł mu w słowo policjant. – Około szóstej?
– Tak, tuż przed.
Jeden z przesłuchujących miał koło trzydziestki, drugi był już dobrze po czterdziestce, w wieku Hallbjørna. Mierzyli go spojrzeniami, niepewni, czy traktować jako świadka, czy potencjalnego podejrzanego. Olsenowi wydało się, że to właśnie oni dwaj są najbardziej zagubieni spośród wszystkich zgromadzonych. Stali z wyciągniętymi notatnikami, przywodząc na myśl funkcjonariuszy drogówki gotowych do wypisania mandatu.
– Gdzie ją pan widział? – zapytał starszy.