Olsen przywołał Ann-Mari ruchem ręki. Dziewczyna szybko wyminęła kilku gapiów i ruszyła żwawo w stronę policjantów. Hallbjørn nie miał pojęcia, o której wrócił do domu, tym bardziej nie wiedział, czy córka widziała jego powrót.
Uświadomił sobie, że popełnił błąd. W normalnej sytuacji nic by go to nie kosztowało, ale teraz policja będzie jak stado wygłodniałych wilków, które rzucą się na wszystko, co sprawi apetyczne wrażenie. A jakiekolwiek nieścisłości w zeznaniach z pewnością będą stanowiły łakomy kąsek.
– Ann-Mari, tak? – zapytał młodszy funkcjonariusz, spoglądając w notatnik.
– Tak.
– Mamy tylko krótkie pytanie – wyjaśnił. – Pamiętasz, o której tata wrócił wczoraj do domu?
– Słucham?
Policjanci spojrzeli na siebie. Starszy odchrząknął, przygotowując się, by przejąć inicjatywę.
– Co to za pytanie? – wypaliła Ann-Mari.
Oburzenie w jej głosie przypomniało Olsenowi jej matkę. Karla należała do kobiet, które nie dawały dmuchać sobie w kaszę, i najwyraźniej córka odziedziczyła po niej nie tylko zamiłowanie do kultury amerykańskiej.
– Chcemy po prostu wiedzieć, czy...
– Czy co? – weszła mu w słowo. – Czy mój ojciec nie miał czegoś wspólnego ze zniknięciem Pouli? Oszaleliście?