Policjanci znów wymienili spojrzenia, niepewni, jak się zachować.
– Spokojnie, Ann-Mari – wtrącił Hallbjørn, kładąc rękę na plecach córki. Dziewczyna natychmiast ją odtrąciła, zupełnie tak, jak zwykła to robić Karla, kiedy była na niego zła.
– To zwykła procedura – odezwał się młodszy.
– Której musimy dopełnić – dodał bardziej stanowczo starszy. – Więc uspokój się, drogie dziecko, i powiedz, o której twój tata wrócił do domu.
– Niech pan tak do mnie nie mówi – obruszyła się Ann-Mari.
Mówiła opryskliwym tonem, ale przynajmniej tytułowała policjanta per „pan”. Zawsze to jakiś postęp, skwitował w duchu Olsen.
– Zapytam ostatni raz, a potem będziemy musieli wziąć twojego ojca na posterunek, rozumiesz? – powiedział funkcjonariusz, wsuwając kciuki za pasek spodni. – O której wrócił do domu?
Ann-Mari popatrzyła na Hallbjørna, jakby oczekiwała, że ojciec podsunie jej jakąś odpowiedź. Hallbjørn uznał, że nie mogło to wyglądać dobrze.
– Nie wiem – powiedziała w końcu dziewczyna. – Już spałam.
– W porządku – stwierdził starszy policjant. – Więc o której poszłaś spać?
– Nie pamiętam, ale dość wcześnie. Byłam zmęczona.
– Czym?