Olsenowi nie podobało się, że jego córka jest przesłuchiwana w taki sposób, ale nie miał wyboru. Gdyby zaczął oponować, szybko stałby się głównym podejrzanym.
– Miałam wieczorem trening piłki ręcznej.
– W sobotę?
– Tak.
Mężczyzna najwyraźniej liczył na to, że dziewczyna rozwinie temat, ale Ann-Mari zamilkła, krzyżując ręce na piersi.
– To szkolna drużyna – wyręczył ją Hallbjørn. – Razem z nauczycielem trenują także w weekendy. U nas piłka ręczna to... cóż, coś więcej niż pasja.
Z tego, co wiedział Olsen, pozostałe miasta na wyspach w taki sposób traktowały piłkę nożną. Tutaj jednak było inaczej. Od kilku pokoleń nie liczyło się nic poza ręczną.
– Poula zresztą była z nami na treningu – dodała Ann-Mari.
Obaj stróże prawa drgnęli jednocześnie.
– Zaczęłyśmy grać około trzeciej, skończyłyśmy o wpół do piątej. Pewnie prosto ze szkoły poszła tutaj.
– Gdzie jest ta szkoła?
Ann-Mari wskazała na biały budynek na stoku, dobrze widoczny nawet z oddali. Jako jedyny w Vestmannie liczył więcej niż dwa piętra i nawet gdyby nie znajdował się na wzniesieniu, wyróżniałby się pośród typowo farerskiej zabudowy.
– Dlaczego Poula Løkin miałaby tutaj przyjść? – spytał młodszy.
– Nie wiem.