Potrząsnął głową, po czym opłukał twarz zimną wodą i umył zęby. Wszedł z powrotem do sypialni i rozejrzał się. Przy łóżku stała otwarta danzka. Tuż obok zobaczył dwie puste butelki po piwie Föroya Bjór, pochodzącym z jedynego browaru na wyspach.
Zrobiło mu się niedobrze. Uświadomił sobie, że zapach, który musiała poczuć jego córka, nie należał do najprzyjemniejszych. Skierował się na korytarz i usłyszał, że telewizor jest włączony.
W domu przy Fjalsvegur salon był połączony z kuchnią. Wymyśliła to żona Olsena, która chciała mieć amerykańską „otwartą przestrzeń”. Hallbjørn próbował jej wytłumaczyć, że open space dotyczy raczej biur i miejsc pracy, ale Karla była nieugięta. A teraz tę samą cechę charakteru – i to samo zamiłowanie do Stanów – przejawiała ich córka.
Olsen stanął przy płycie indukcyjnej i zaczął grzać mleko na owsiankę.
– Słyszałeś? – zapytała z niepokojem Ann-Mari.
Podniósł wzrok i zobaczył, że córka odwraca się do niego. Przez moment wyglądała, jakby to ona urządziła sobie nocną libację. Zbladła, a usta jej zadrżały.
– Zaginęła moja znajoma – oznajmiła.
– Co takiego?
– Poula Løkin.
– O czym ty mówisz?
– Zobacz. – Ann-Mari wskazała na telewizor.