Podobny brak równowagi powstał w dziedzinie historiografii i dokumentacji historycznej. Poczynając od lat sześćdziesiątych XX wieku, Trzecia Rzesza w ogóle, a Holokaust w szczególności stały się głównymi przedmiotami zainteresowania. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent komentarzy miało (zupełnie słusznie) negatywny wydźwięk. Mnożyły się kursy na temat historii hitleryzmu, bestsellery i superprodukcje filmowe, obsypywane nagrodami pamiętniki i wspomnienia. Współczesna historia Niemiec cieszyła się prestiżem i była zbudowana na rzetelnych podstawach. Natomiast historię sowiecką nadal pozbawiano głosu. Wydanie w latach siedemdziesiątych książek Aleksandra Sołżenicyna wyrwało wielu ludzi z błogostanu samozadowolenia.