Fakty muszą zatańczyć
Mariusz Szczygieł — Literatura

Nie miałem nadziei, ponieważ już w autobusie Złotoryja–Legnica Krzysiek zapytał, czy znam Kafkę. Przysięgam: pomyślałem o jakimś rodzaju kawy. Kiedy się wyjaśniło, że nie znam, poczułem, że przegram, bo nie czytam tego, co należy. Krzysiek był bardzo przystojny, męski, wysportowany, do tego brunet, więc długo uważałem się za jego rewers, zwłaszcza że był bardziej oczytany. Obawiałem się, że nie będąc Krzyśkiem Samborskim, nie mam światu wiele do zaoferowania. Poza tym kończyłem Liceum Ekonomiczne w Legnicy w klasie przygotowującej do zawodu technika ekonomisty i mimo że moje obie polonistki – Zofia Szachowicz i Stefania Błaszak – bardzo się starały, to jednak nie miałem w głowie tyle co uczniowie Batorego w Warszawie.

W ramach jednego z zadań konkursu wysłano całą naszą grupę na bazar Różyckiego. Tam mieliśmy znaleźć sobie tematy. Podszedłem do dziewczyny w moim wieku, która podpierała mur... Była dla mnie tematem idealnym, bo ja miałem haj wrodzony, a ona haj nabyty. Potem, kiedy mieszkałem już w Warszawie, spotykałem ją odurzoną, jak zbierała pieniądze, a to na dworcu, a to na Starówce.