Fakty muszą zatańczyć
Mariusz Szczygieł — Literatura

Studia rzuciłem już po pierwszym roku. Komunikowanie masowe, gatunki dziennikarskie, systemy prasowe... Miałem zaległy, niepoprawiony niedostateczny z pierwszego semestru i trzy niedostateczne na koniec drugiego. Nie podszedłem do poprawek. Zarabiałem już pisaniem, ale moja ukochana redakcja „Na Przełaj” nie mogła przyjąć mnie na etat. A gdzieś trzeba było pracować, bo inaczej – jako niestudiujący i niepracujący – zostałbym uznany za pasożyta społecznego, co groziło zainteresowaniem milicji. Jednak wisiało nade mną jeszcze większe zagrożenie: zostałem pozbawiony kartek na mięso! Wysyłałem je co miesiąc mamie do Złotoryi, więc gdybym ich nagle nie wysłał, zorientowałaby się, że nie studiuję.

Zatrudniłem się więc na poczcie: Warszawa 36 przy Chełmskiej, dział ekspedycji. Bo pracownicy poczty dostawali takie same kartki jak studenci i mogłem je wysyłać do domu!

– Zacznijmy od tego, że musi pan pamiętać, aby przy używaniu gorącego laku do paczek nie oblać sobie ręki. Taką plamę z dłoni może później usunąć tylko lekarz razem ze skórą...

– Jezu...

– Ale niech się pan nie martwi. My odeszliśmy już od stosowania laku, zastąpiliśmy go samoprzylepnymi naklejkami.

– To po co mi pan mówi o laku?