– Coś muszę mówić.
Pierwszego dnia w ekspedycji paczek i listów dostaję do ręki pocztowy stempel umieszczony na długim drążku. Mam nim walić w całą furę leżących na stole listów. Jeszcze nie wiem, że nie uda mi się ostemplować nawet pięciu. „Stemplowanie to czynność złożona. Złożoność operacji polega na uchwyceniu nasady drążka przy jego końcu, podniesieniu na pewną wysokość, lekkim, prawie bezwładnym opuszczeniu na list i w momencie przystępowania zdecydowanym podniesieniu ku górze”.
A w ogóle chodzi o to, że pierwsza lepsza osoba nie jest w stanie ot, tak sobie pieczętować listów bez zalania tuszem czy rozmazania. Czynność tę mogą wykonywać jedynie pracownicy wykwalifikowani. Wobec tego należałoby nauczyć mnie czegoś innego. W ekspedycji pracują cztery kobiety. Żadna nie ma ochoty mnie edukować. Pani Krysia poprawia włosy, pani Mela krzyczy głośno, że jej premii nie dają, więc za co ma nauczać, starsza pani oświadcza, że ona tylko na pół etatu. I mówią tak wszystkie niby w przestrzeń, a ja stoję na środku sali bezradny. Wreszcie spod wielkiej segregownicy listów poleconych odzywa się ruda pani Wanda: – Pan studiował?
– Tak, ale wziąłem rok urlopu.