Fakty muszą zatańczyć
Mariusz Szczygieł — Literatura

W następnym numerze przełożony pana, który wpuszczał mnie na Basztę Kowalską, przeprosił w „Konkretach” za incydent i napisał, że opłata za wniesienie aparatu nie jest pobierana. Poinformował, że pracownik otrzymał „naganę z wpisaniem do akt”. Szczególnie z „akt” byłem dumny. To słowo nadawało mojemu czynowi wielkie znaczenie.

Jakiś czas później mama spytała, czy chodzę nad jeziorko. Za naszym blokiem przy ulicy Podwale, w odległości może trzystu metrów, rozpościerało się bajoro. „Chodzę”. „Bo widziałam tam tego pana z baszty, leżał pijany. Chyba się upił z rozpaczy, że dostał naganę”.

Wyobraziłem sobie, jak nietrzeźwy wpada do jeziorka i tonie.

Uważam, że wtedy uformował się mój kręgosłup reportera: nigdy nie pisać o ludziach źle.