Dlatego nie jestem reporterem śledczym – i ta książka temu typowi reportażu nie jest poświęcona. (Mam nadzieję, że napisze o nim świetny reporter śledczy z Łodzi Tomasz Patora, ten od Łowców skór). Raz sprzeniewierzyłem się swojej zasadzie, za co dostałem chyba wszystkie nagrody dziennikarskie, jakie można w Polsce dostać. Negatywny bohater wzbogaca nas tak samo jak pozytywny, dlatego poszukujemy ich obu. Jednak nie napisałbym drugi raz ani tamtego, ani podobnego tekstu.
W pierwszej klasie liceum przestało mnie zaspokajać pisanie listów do tygodnika „Antena” („Chciałbym poruszyć kilka spraw. Uważam, że taki program jak Pegaz powinien być nadawany przed filmem kryminalnym, zaraz po Dzienniku, aby mogła obejrzeć go większa część osób, gdyż ludzie często wyłączają telewizory od razu po tych szmirach kryminalnych. Lepiej niech kryminał będzie przed samym snem” – grzmiał piętnastolatek w numerze 33 z 12–18.10.1981). Do tego byłem niepocieszony, że moje listy podpisywano: „Mariusz Szczygieł, Złotoryja”. Po co mi ona? Kto będzie mnie poważnie traktować? Jakiegoś chłopaka z małego miasta!