Dlatego w drugiej klasie liceum odpowiedziałem na ogłoszenie harcerskiego tygodnika „Na Przełaj”, który szukał młodych dziennikarzy. Wysłałem tekst o tym, że uczniowie nie dogadają się z nauczycielami, dopóki będą dwie strony: oceniana i oceniająca. Artykuł ukazał się 28 marca 1983 roku. Za pięćdziesiąt linijek cienkiej szpalty dostałem pierwsze pieniądze: dwieście trzydzieści sześć (starych) złotych. Mogłem za to kupić jedną książkę.
Kierowniczka mojej mamy w hotelu Pod Basztą w Złotoryi udostępniała mi swoją maszynę do pisania. „Na Przełaj” dostawało ode mnie pretensjonalnie i zbyt poważnie pisane krótkie historie: o dziewczynie z Chocianowa, która jako dwunastolatka usunęła ciążę; o samobójcy z liceum w Legnicy; o dwudziestosześcioletnim homoseksualiście ze Środy Śląskiej, który szukał miłości (słowo „gej” nie istniało); o nocy w izbie wytrzeźwień (spędziłem ją w Jeleniej Górze, ale jako młody dziennikarz, nie pacjent); o chłopaku, który ze szkolnego magazynu ukradł broń wykorzystywaną podczas lekcji przysposobienia obronnego...
Tak siedemnastoletni Szczygieł opisywał mieszkanie chłopaka: