Fakty muszą zatańczyć
Mariusz Szczygieł — Literatura

Jedyny pokój starej czynszowej kamienicy, gdzie dotychczas mieszkali w komplecie, sprawia wrażenie z rzadka sprzątanej graciarni. Wydaje się, że właściciele umeblowali go według zasady programowego eklektyzmu. Obok wielkiej trzydrzwiowej szafy (lata 50.) stoi pokojowy kredens, którego wysoki połysk stracił wysokość dość dawno. Na nim wszystko: począwszy od sztucznych kwiatów i drewnianego Chrystusika, skończywszy na tranzystorowym radioodbiorniku Monika. Na ścianie z wzorzystym fioletowym wałkiem[1] dwanaście ponętnych rusałek bawi się z łabędziami... Dom nie wygląda na to, że mieszkają tu ludzie zamożni. Nawet się o to nie stara. Bo niby skąd mieliby brać pieniądze? Matka Roberta, pracując jako kucharka w przedszkolu, nie zarabia wiele. – A ten pijak nigdy nie oddawał swojej wypłaty...

„Programowy eklektyzm”, „według zasady”, „dotychczas”, „począwszy”, „skończywszy”, „pracując jako”... – ile chwastów! Ile wyobrażenia o tym, że opis powinien być wzniosły... Podoba mi się tylko „wysoki połysk, który stracił wysokość”, ale „dość dawno” bym usunął.