Fakty muszą zatańczyć
Mariusz Szczygieł — Literatura

– Szczygiełku, usiądź tu na chwilę i pokaż, co masz w kieszeniach – poprosiła. Wyciągnąłem więc legitymację szkolną, zaświadczenie, że pracuję dla „Stanicy”, i portfel. Aldona wyjęła mi z niego sto złotych i położyła na stole. Resztę rzeczy schowała do portfela, a portfel do swojej kieszeni.

– Wstajesz od tego stolika – zarządziła – i wyruszasz w Bieszczady. Bez śpiwora, namiotu, koca, latarki, pieniędzy i dokumentów. Masz udawać biednego turystę i wrócić z reportażem pełnym przygód, ale nie wcześniej niż za trzy dni. Spójrz na mapę – odwróciła się do ściany, odmierzyła łokciem trójkąt z wierzchołkiem w Ustrzykach. – Zgłoś się w tych dwóch miejscach – wskazała na pozostałe wierzchołki. Na oko każdy odcinek miał po trzydzieści kilometrów. – Żebyśmy uwierzyli, że tam byłeś, weźmiesz stemple z poczty. – Uśmiechnęła się i wręczyła mi stówę. – A to – wyjaśniła – jest stówa na wypadek, gdyby coś ci się stało. Chociaż najlepiej, żebyś z nią wrócił do redakcji. Dla pewności oznaczę ją żółtym flamastrem.

– A gdzie będę spał? – spytałem bezradny.

– Gdzie chcesz. Możesz pomóc rolnikom w polu, to dadzą ci nocleg.