Napis na tabliczce głosił „Dyspozytor”. Człowiek, do którego się odnosił, nie uniósł nawet głowy znad papierów.
– Dokąd? – spytał.
Dornick nie wiedział, co odpowiedzieć, ale wystarczyło kilka sekund wahania, aby za jego plecami utworzyła się długa kolejka.
Dyspozytor podniósł wzrok.
– Dokąd? – spytał ponownie.
Zasoby finansowe Gaala były skromne, ale już nazajutrz miał dostać pracę. Starając się nadać głosowi nonszalancki ton, powiedział:
– Do dobrego hotelu.
Na dyspozytorze nie wywarło to żadnego wrażenia.
– Wszystkie są dobre. No więc, do którego?
– Do najbliższego – odparł zdesperowany młodzieniec.
Dyspozytor nacisnął przycisk. Na podłodze pojawiła się cienka strużka światła, wijąc się wśród mnóstwa innych, które mieniły się wszelkimi możliwymi kolorami w różnych odcieniach. Gaal poczuł, że wciśnięto mu do ręki bilet. Bilet jarzył się słabym światłem.
– Jeden dwadzieścia – powiedział dyspozytor.
Gaal zaczął szperać po kieszeniach w poszukiwaniu monet.
– Gdzie mam iść? – spytał.
– Za światłem. Bilet będzie się świecił tak długo, jak długo będzie pan szedł we właściwym kierunku.