Fundacja
Isaac Asimov — Science fiction

Napis na tabliczce gło­sił „Dys­po­zy­tor”. Czło­wiek, do któ­rego się odno­sił, nie uniósł nawet głowy znad papie­rów.

– Dokąd? – spy­tał.

Dornick nie wie­dział, co odpo­wie­dzieć, ale wystar­czyło kilka sekund waha­nia, aby za jego ple­cami utwo­rzyła się długa kolejka.

Dys­po­zy­tor pod­niósł wzrok.

– Dokąd? – spy­tał ponow­nie.

Zasoby finan­sowe Gaala były skromne, ale już naza­jutrz miał dostać pracę. Sta­ra­jąc się nadać gło­sowi non­sza­lancki ton, powie­dział:

– Do dobrego hotelu.

Na dys­po­zy­to­rze nie wywarło to żad­nego wra­że­nia.

– Wszyst­kie są dobre. No więc, do któ­rego?

– Do naj­bliż­szego – odparł zde­spe­ro­wany mło­dzie­niec.

Dys­po­zy­tor naci­snął przy­cisk. Na pod­ło­dze poja­wiła się cienka strużka świa­tła, wijąc się wśród mnó­stwa innych, które mie­niły się wszel­kimi moż­li­wymi kolo­rami w róż­nych odcie­niach. Gaal poczuł, że wci­śnięto mu do ręki bilet. Bilet jarzył się sła­bym świa­tłem.

– Jeden dwa­dzie­ścia – powie­dział dys­po­zy­tor.

Gaal zaczął szpe­rać po kie­sze­niach w poszu­ki­wa­niu monet.

– Gdzie mam iść? – spy­tał.

– Za świa­tłem. Bilet będzie się świe­cił tak długo, jak długo będzie pan szedł we wła­ści­wym kie­runku.