Budynek odpraw był olbrzymi. Gaal ledwie dostrzegał jego sklepienie. Oczyma wyobraźni widział tworzące się pod nim obłoki. Nie mógł dojrzeć końca sali, w której się znalazł – jak okiem sięgnąć nic, tylko ludzie i biurka ciągnące się szeregiem aż po zamglony horyzont.
Człowiek przy biurku odezwał się ponownie. W jego głosie brzmiała irytacja:
– Proszę się przesunąć, Dornick. – Musiał raz jeszcze spojrzeć w wizę, aby przypomnieć sobie nazwisko.
Gaal wyjąkał:
– Gdzie… gdzie…
Urzędnik wskazał kciukiem.
– Do postoju taksówek w prawo, a potem trzecia w lewo.
Gaal ruszył, patrząc na jarzące się, zawieszone na niebosiężnej wysokości litery układające się w napis „Taksówki we wszystkich kierunkach”.
Jakaś postać oderwała się od tłumu i zatrzymała się przy biurku, przed którym chwilę wcześniej stał Gaal. Urzędnik podniósł wzrok i nieznacznie skinął głową. Nieznajomy odpowiedział takim samym ruchem i poszedł za młodym przybyszem.
Zdążył akurat na czas, aby usłyszeć, jaki jest cel podróży Dornicka.
Gaal oprzytomniał, gdy na jego drodze wyrosła barierka.