Fundacja
Isaac Asimov — Science fiction

Budy­nek odpraw był olbrzymi. Gaal led­wie dostrze­gał jego skle­pie­nie. Oczyma wyobraźni widział two­rzące się pod nim obłoki. Nie mógł doj­rzeć końca sali, w któ­rej się zna­lazł – jak okiem się­gnąć nic, tylko ludzie i biurka cią­gnące się sze­re­giem aż po zamglony hory­zont.

Czło­wiek przy biurku ode­zwał się ponow­nie. W jego gło­sie brzmiała iry­ta­cja:

– Pro­szę się prze­su­nąć, Dornick. – Musiał raz jesz­cze spoj­rzeć w wizę, aby przy­po­mnieć sobie nazwi­sko.

Gaal wyją­kał:

– Gdzie… gdzie…

Urzęd­nik wska­zał kciu­kiem.

– Do postoju tak­só­wek w prawo, a potem trze­cia w lewo.

Gaal ruszył, patrząc na jarzące się, zawie­szone na nie­bo­sięż­nej wyso­ko­ści litery ukła­da­jące się w napis „Tak­sówki we wszyst­kich kie­run­kach”.

Jakaś postać ode­rwała się od tłumu i zatrzy­mała się przy biurku, przed któ­rym chwilę wcze­śniej stał Gaal. Urzęd­nik pod­niósł wzrok i nie­znacz­nie ski­nął głową. Nie­zna­jomy odpo­wie­dział takim samym ruchem i poszedł za mło­dym przy­by­szem.

Zdą­żył aku­rat na czas, aby usły­szeć, jaki jest cel podróży Dornicka.

Gaal oprzy­tom­niał, gdy na jego dro­dze wyro­sła barierka.