Taksówka uniosła się pionowo. Gaal wyglądał przez wypukłe okno. Nie potrafił opanować dziwnego uczucia, jakim napełniała go ta niezwykła podróż wewnątrz budynku, i trzymał się kurczowo oparcia fotela kierowcy. Ogromna przestrzeń pod nim ścieśniła się, a ludzie zamienili w biegające bez celu mrówki. Po chwili obraz ten skurczył się jeszcze bardziej i zaczął uciekać do tyłu. Przed nimi wyrosła ściana. Zaczynała się wysoko w powietrzu i ciągnęła w górę, ginąc z pola widzenia. Podziurawiona była jak rzeszoto. Gdy się zbliżyli, dziury okazały się wlotami tuneli. Taksówka podleciała ku jednemu z nich i wkrótce znaleźli się wewnątrz. Gaal przez chwilę zastanawiał się, w jaki sposób jego kierowca odnalazł właściwy otwór.
Wokół panowała ciemność. Raz tylko mignęło za oknem kolorowe światło sygnalizacyjne, które na moment rozproszyło mrok. Świst mknącego pojazdu szczelnie wypełniał tunel. Zwolnili. Gaal pochylił się do przodu, walcząc z siłą, która wciskała go w siedzenie, i wtedy taksówka gwałtownie wystrzeliła z tunelu i osiadła na ziemi.