W nadprzestrzeni, tym niewyobrażalnym obszarze, który nie był przestrzenią ani czasem, materią ani energią, bytem ani niebytem, można było przemierzyć całą Galaktykę między dwoma ułamkami czasu.
Gaal czekał na pierwszy skok z lekkim niepokojem czającym się gdzieś na dnie żołądka. Wszystko odbyło się jednak tak szybko, że ledwie zdążył to sobie uświadomić. Był to nieznaczny wstrząs, jakby ledwo wyczuwalne wewnętrzne szarpnięcie. I nic więcej.
A potem był już tylko statek, potężny i lśniący – wytwór dwunastu tysięcy lat rozwoju Imperium – i on sam, Gaal, ze świeżo uzyskanym doktoratem z matematyki i zaproszeniem od wielkiego Hariego Seldona w kieszeni. Leciał na Trantora, aby wziąć udział w wielkim i zasnutym mgłą tajemnicy Projekcie Seldona.