Fundacja
Isaac Asimov — Science fiction

Gaal ruszył za nim i chwy­ciw­szy go za rękaw bia­łego mun­duru z emble­ma­tem Impe­rium, słoń­cem i stat­kiem kosmicz­nym, zapy­tał:

– Nie mógł­bym tu zostać? Chciał­bym zoba­czyć Tran­tora.

Ofi­cer uśmiech­nął się i Gaal poczuł, że się rumieni. Uświa­do­mił sobie, że mówi z pro­win­cjo­nal­nym akcen­tem.

– Rano będziemy już na Tran­to­rze – rzekł ofi­cer.

– Cho­dzi o to, że chciał­bym go zoba­czyć z prze­strzeni.

– Ach, tak. Nie­stety, mój chłop­cze. Gdyby to był jacht, mogli­by­śmy to zała­twić. Ale opusz­czamy się kor­ko­cią­giem w stronę słońca. Nie chcesz chyba zostać w jed­nej chwili ośle­piony, popa­rzony i napro­mie­nio­wany, co?

Gaal odwró­cił się, aby odejść. Ofi­cer krzyk­nął za nim:

– Poza tym, chłop­cze, Tran­tor wydałby ci się tylko szarą, bez­kształtną plamą. Możesz sobie zafun­do­wać wycieczkę w prze­strzeń, kiedy już znaj­dziemy się na miej­scu. Są tanie.

Gaal obej­rzał się.

– Bar­dzo dzię­kuję – odrzekł.