Fundacja
Isaac Asimov — Science fiction

Gaal poczuł lek­kie szarp­nię­cie, które świad­czyło o tym, że sta­tek prze­stał się poru­szać mocą swych maszyn. Już od wielu godzin pod­da­wał się sile przy­cią­ga­nia pla­nety. Tysiące pasa­że­rów sie­działo cier­pli­wie w pomiesz­cze­niach przy wyj­ściu, które obra­ca­jąc się łagod­nie na wytwo­rzo­nych pod nimi polach siło­wych, dosto­so­wy­wały swoje poło­że­nie do cią­gle zmie­nia­ją­cego się roz­kładu sił gra­wi­ta­cji. Teraz wszy­scy tło­czyli się na pochyl­niach pro­wa­dzą­cych do zie­ją­cego w oddali luku.

Gaal nie miał dużego bagażu. Stał przy biurku, pod­czas gdy jego rze­czy zostały szybko i fachowo przej­rzane i ponow­nie zło­żone. Obej­rzano i pod­stem­plo­wano jego wizę. Na niego samego nikt nie zwró­cił uwagi.

To był Tran­tor! Powie­trze wyda­wało się tu nieco gęst­sze, a przy­cią­ga­nie sil­niej­sze niż na jego ojczy­stej pla­ne­cie, ale wie­dział, że przy­zwy­czai się do tego. Zasta­na­wiał się jed­nak, czy zdoła przy­wyk­nąć do widocz­nej na każ­dym kroku potęgi Impe­rium.