Gaal poczuł lekkie szarpnięcie, które świadczyło o tym, że statek przestał się poruszać mocą swych maszyn. Już od wielu godzin poddawał się sile przyciągania planety. Tysiące pasażerów siedziało cierpliwie w pomieszczeniach przy wyjściu, które obracając się łagodnie na wytworzonych pod nimi polach siłowych, dostosowywały swoje położenie do ciągle zmieniającego się rozkładu sił grawitacji. Teraz wszyscy tłoczyli się na pochylniach prowadzących do ziejącego w oddali luku.
Gaal nie miał dużego bagażu. Stał przy biurku, podczas gdy jego rzeczy zostały szybko i fachowo przejrzane i ponownie złożone. Obejrzano i podstemplowano jego wizę. Na niego samego nikt nie zwrócił uwagi.
To był Trantor! Powietrze wydawało się tu nieco gęstsze, a przyciąganie silniejsze niż na jego ojczystej planecie, ale wiedział, że przyzwyczai się do tego. Zastanawiał się jednak, czy zdoła przywyknąć do widocznej na każdym kroku potęgi Imperium.