Głos Pana
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Było to z mo­jej stro­ny nie­tak­tow­ne – do­wo­dzić cze­goś na te­mat czło­wie­ka ma­te­ma­tycz­nym spo­so­bem! W naj­lep­szym ra­zie moje przed­się­wzię­cie na­zy­wa­no „in­te­re­su­ją­cym”. W isto­cie nikt tam nie był go­tów przy­stać na to, że czci­god­na Ta­jem­ni­ca Czło­wie­ka, nie­wy­tłu­ma­czal­ne ce­chy jego na­tu­ry wy­ni­ka­ją z ogól­nej teo­rii re­gu­la­cji. Na­tu­ral­nie sprze­ci­wu tego nie wy­ra­ża­no w taki jaw­ny spo­sób. Nie­mniej wzię­to mi ten do­wód za złe. Za­cho­wa­łem się jak słoń w skła­dzie por­ce­la­ny, al­bo­wiem to, cze­go nie mo­gła dojść an­tro­po­lo­gia z et­no­gra­fią w ba­da­niach te­re­no­wych, ani naj­bar­dziej ot­chłan­na re­flek­sja fi­lo­zo­ficz­na jako me­dy­ta­cja nad „ludz­ką na­tu­rą”, to, co nie dało się sfor­mu­ło­wać pro­ble­mo­wo w neu­ro­fi­zjo­lo­gii, tak samo jak w eto­lo­gii, co sta­no­wi­ło uro­dzaj­ne re­zer­wa­ty wiecz­nie płod­nych me­ta­fi­zyk, ra­zem z psy­cho­lo­gią głę­bi­no­wą, psy­cho­ana­li­zą kla­sycz­ną, lin­gwi­stycz­ną i Bóg ra­czy wie­dzieć, ja­ki­mi jesz­cze pra­ca­mi ezo­te­rycz­ny­mi – spró­bo­wa­łem roz­ciąć niby wę­zeł gor­dyj­ski moim do­wo­dem li­czą­cym so­bie dzie­więć stron dru­ku.