Głos Pana
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Oni przy­zwy­cza­ili się już do swe­go wy­so­kie­go sta­nu Straż­ni­ków Ta­jem­ni­cy, na­zy­wa­nej Trans­mi­sją Ar­che­ty­pów, In­stynk­tem Ży­cia i Śmier­ci, Wolą Sa­mo­za­gła­dy, Po­pę­dem Ni­co­ści, a ja, prze­kre­śla­jąc ta­kie świę­te ryty ja­ki­miś gru­pa­mi prze­kształ­ceń i teo­re­ma­ta­mi er­go­dycz­ny­mi, twier­dzi­łem, że po­sia­dam roz­wią­za­nie pro­ble­mu! Ży­wio­no więc do mnie skrzęt­nie ta­jo­ną nie­chęć, obu­rze­nie, jako do bru­tal­ne­go pro­fa­na, któ­ry do­pu­ścił się za­ma­chu na za­gad­kę, usi­łu­jąc za­czo­po­wać jej wiecz­nie żywe źró­dła, za­mknąć usta z lu­bo­ścią sta­wia­ją­ce nie­skoń­czo­ne sze­re­gi py­tań, więc po­nie­waż do­wo­du nie dało się oba­lić, zi­gno­ro­wa­nie go oka­za­ło się ko­niecz­no­ścią.