Głos Pana
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Słów tych nie wy­wo­ła­ła do­tknię­ta mi­łość wła­sna. Pra­ce, za któ­re wy­win­do­wa­no mnie na pie­de­stał, znaj­du­ją się w in­nych dzie­dzi­nach – czy­stej ma­te­ma­ty­ki. Do­świad­cze­nie owo było jed­nak wiel­ce po­ucza­ją­ce. Nie do­ce­nia­my za­zwy­czaj bez­wład­no­ści sty­lów my­śle­nia w od­dziel­nych ga­łę­ziach na­uki. Jest to zresz­tą zro­zu­mia­łe psy­cho­lo­gicz­nie. Opór, jaki sta­wia­my uję­ciu sta­ty­stycz­ne­mu w fi­zy­ce ato­mo­wej, daje się prze­ła­mać da­le­ko ła­twiej ani­że­li w an­tro­po­lo­gii. Kla­row­nie zbu­do­wa­ną teo­rię sta­ty­stycz­ną ją­dra ato­mo­we­go chęt­nie apro­bu­je­my, je­śli tyl­ko po­twier­dza ją do­świad­cze­nie. Za­zna­jo­miw­szy się z taką teo­rią, nie py­ta­my po­tem: „Do­brze, ale jak ato­my za­cho­wu­ją się n a p r a w d ę?” – po­nie­waż ro­zu­mie­my bez­sen­sow­ność ta­kie­go py­ta­nia. Lecz re­we­la­cjom po­dob­nym na te­re­nie an­tro­po­lo­gii prze­ciw­sta­wia­my się do upa­dłe­go.