Głos Pana
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

A po­nie­waż myśl na­sza po­ru­sza się w kole, z któ­re­go wy­sko­czyć nie­po­dob­na, przy­zna­ję, że tkwi pew­na ra­cja w sło­wach jed­ne­go z na­szych zna­ko­mi­tych an­tro­po­lo­gów; po­wie­dział mi – i do­brze to za­pa­mię­ta­łem: „Sa­tys­fak­cja, z jaką ob­no­sisz się ze swo­im do­wo­dem na lo­te­ryj­ność ludz­kiej na­tu­ry, nie jest czy­sta; nie jest to tyl­ko ra­dość po­zna­nia, ale ucie­cha szka­lo­wa­nia tego, co dru­gie­mu pięk­ne i miłe”.

Ile­kroć wspo­mnę tę moją za­po­zna­ną pra­cę, nie mogę oprzeć się nie­we­so­łej re­flek­sji, że ta­kich prac musi być na świe­cie wię­cej. Zło­ża po­ten­cjal­nych od­kryć tkwią za­pew­ne w róż­nych bi­blio­te­kach, lecz nie zo­sta­ły do­strze­żo­ne przez lu­dzi kom­pe­tent­nych.