Głos Pana
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Je­śli kul­tu­ra na­sza nie umie asy­mi­lo­wać spraw­nie na­wet ujęć po­wsta­ją­cych w gło­wach ludz­kich, gdy wy­ni­ka­ją poza jej cen­tral­nym nur­tem, choć twór­cy tych ujęć są prze­cież dzieć­mi tego sa­me­go cza­su, co inni lu­dzie, jak­że mo­gli­by­śmy li­czyć na to, że bę­dzie­my zdol­ni sku­tecz­nie zro­zu­mieć kul­tu­rę od­mien­ną cał­ko­wi­cie od na­szej, je­śli się ona zwró­ci do nas po­przez ko­smicz­ny prze­stwór? Po­rów­na­nie do ar­mii stwo­rzo­nek, co sko­rzy­sta­ły wiel­ce, na­tknąw­szy się na zmar­łe­go fi­lo­zo­fa, wy­da­je mi się tu cią­gle traf­ne. Do­pó­ki do ze­tknię­cia ta­kie­go nie do­szło, mógł sąd mój ucho­dzić za pew­ną skraj­ność, za wy­raz po­glą­dów dzi­wacz­nych. Lecz spo­tka­nie na­stą­pi­ło, a klę­ska, jaką po­nie­śli­śmy w nim, sta­no­wi­ła ist­ne expe­ri­men­tum cru­cis, do­wód na­szej bez­rad­no­ści, i oto wy­nik tego do­wo­du zo­stał zi­gno­ro­wa­ny!