Głos Pana
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Tak więc spi­sa­nie hi­sto­rii na­szych usi­ło­wań d a r e m n y c h może być po­ży­tecz­ne – choć­by dla przy­szłe­go, póź­ne­go ba­da­cza Pierw­sze­go Kon­tak­tu. Re­la­cje bo­wiem ogło­szo­ne, owe pro­to­ko­ły ofi­cjal­ne, kon­cen­tru­ją się na tak zwa­nych suk­ce­sach, czy­li na owym mi­łym cie­ple, ja­kie bu­cha od pło­ną­cych rę­ko­pi­sów. O hi­po­te­zach, ja­kie ko­lej­no wy­pró­bo­wa­li­śmy, nie mówi się tam pra­wie nic. Po­stę­po­wa­nie ta­kie by­ło­by – wspo­mi­na­łem o tym – do­zwo­lo­ne, gdy­by ba­da­ne od­dzie­li­ło się w koń­cu od ba­da­czy. Stu­diu­ją­cych fi­zy­kę nie za­sy­pu­je się in­for­ma­cja­mi o tym, ja­kie to hi­po­te­zy myl­ne, nie­do­kład­ne, ja­kie do­mnie­ma­nia fał­szy­we wy­su­wa­li jej twór­cy, jak dłu­go błą­kał się Pau­li, za­nim sfor­mu­ło­wał we wła­ści­wy spo­sób swo­ją za­sa­dę, ile chy­bio­nych kon­cep­cji wy­pró­bo­wał Di­rac przed szczę­śli­wym po­my­słem owych swo­ich „dziu­rek” elek­tro­no­wych.