Kapitan obiecał, że znajdzie sposób, by ich wszystkich uratować, i prosił, żeby nie tracili nadziei.
Zamiast tego podpłynął do tonącego Conceição, przeniósł na barkas tyle złota i klejnotów, ile łódź była w stanie unieść, po czym odpłynął do Indii, żeby nigdy nie wrócić.
Więzienie San Quentin, Kalifornia, USA
PORUCZNIK SAM ROBINSON przyglądał mi się od kilku sekund z wojskową powagą, wzrokiem oficera oceniającego kadeta, który nie budzi wielkich nadziei. Potem niespodziewanie uśmiechnął się promiennie, ukazując śnieżnobiałe zęby na tle swojej mahoniowej twarzy.
– Panowie, będziecie musieli podpisać takie oto oświadczenie.
Rzuciłem okiem na kartkę, którą porucznik położył przede mną na stole.
„Przyjmuję do wiadomości, że więzienie San Quentin to placówka o maksymalnym rygorze bezpieczeństwa, i oświadczam, że wchodzę na jego teren na własną odpowiedzialność. Zostałem poinformowany, że nie zostanie mi przydzielona uzbrojona eskorta. Rozumiem też, że w przypadku zatrzymania mnie przez więźnia lub grupę więźniów jako zakładnika, władze stanu Kalifornia nie będą prowadzić z nimi jakichkolwiek negocjacji”.