Pytań córki o to, skąd się wzięły wilki w lasach wokół Langwaltersdorfu i czy to prawda, że zjadają ludzi, już Hans nie usłyszał, choć to go akurat interesowało, jak wszystkich we wsi. Nagłe zwiększenie wilczej populacji stanowiło gorący temat od czasu, gdy kilka lat po wielkiej wojnie drapieżniki zjadły jej weterana Wernera Wagenknechta, a potem jeszcze trzy osoby. Aby uniknąć takiego losu, inwestowano w antywilcze amulety od Wędrownego Bułgara Kruma zwanego też Turkiem Nasrallachem, który co lato przybywał do wsi z wozem pełnym towarów. Najskuteczniejsza była cebula morska, drimia maritima, którą we wsi nazywano ckliwicą i używano też jako trutki na szczury. Czy ten amulet działa też na złych ludzi? Jak ich poznać?, chciała wiedzieć Berta, wąchając ckliwicę, i Hans Koch, mimo iż trochę znudzony pytaniami córki, czuł się zarazem ważny i wielki, bo to on przecież powołał to istnienie na świat. Ją, różowego prosiaczka, jego miłość i własność.