Za młodu Hans Koch pracował w tkalni lnu we Friedlandzie, jak wszyscy mężczyźni z jego rodziny i wielu z wioski, lecz po skończonej w Waldenburgu szkole zawodowej szybko został majstrem, a nie jednym ze zwykłych roboli, którymi pogardzał. Przyrządzanie wędlin, którego nauczyła go matka, przynosiło dodatkowy, i to niemały, zarobek, a także dawało mu poczucie wyższości, bo uważał przetwarzanie mięsa za zawód godny prawdziwego mężczyzny. W końcu rzucił się na głęboką wodę i zrezygnował z pracy w tkalni, mimo iż cała rodzina była temu przeciwna. Marzeniem Hansa Kocha była prawdziwa kariera w branży mięsnej i monopol na dostarczanie wyrobów masarskich do Görbersdorfu. W wyobraźni widział wóz konny albo nawet automobil z napisem Hans Koch. Najprzedniejszy garnitur garmażu. Usłyszał to określenie od jednego z doktorów, Polaka, mówiącego wysoką niemczyzną, i zapamiętał jako szczyt kulinarnego wykwintu. Marzenia Hansa oklapły po śmierci żony, gdy został sam z córką, a zaczęły się coraz śmielej odradzać, gdy Berta wyrosła na jego pomocnicę. Była bystra, pojętna, silna i obdarzona sprawnymi dłońmi, prawie jak chłopak.