Gorzko, gorzko
Joanna Bator — Literatura

Nocami Berta Koch otwierała swój pamiętnik i pisała urywane zdania, wśród których dramatyczne pytania o sens życia i okrzyki dziewczęcej rozpaczy dryfowały jak połamane gałęzie w nurcie nudnej codzienności. Słowem najczęściej używanym przez Bertę Koch było ojciec, bo ten stwarzał ją co dzień na swój obraz i podobieństwo. To on nauczył ją trudnej sztuki rozbierania świni i to po nim nazywała głód wilkiem. Mam wilka!, żartował, a siadając z nią do stołu i warcząc jak zwierzę, deklamował, Um elfe kommen die Wölfe, um zwölfe bricht das Gewölbe! Berta nie wiedziała, dlaczego wilki przychodzą o jedenastej i co to znaczy, że godzinę później otwierają się groby, a słowa ojca jednocześnie rozśmieszały ją i budziły grozę, ich melodia wyryła się w jej umyśle. Wyobrażała sobie, że godzinę po przyjściu wilków podnosi się cmentarny kamień, a spod niego wypełza jej matka, nieznana, upragniona, straszna.