– Hej! Tu jestem! – Zaginiony pomachał do niego ręką.
Odetchnął. Z chłopakiem nie było źle. Jeszcze tylko zabrać go ze sobą do Betlejemki i...
I wtedy dobiegło go urywane wołanie.
– Ratunku! Rat…
Zatrzymał się w pół kroku. Zwrócił twarz w tamtym kierunku, nasłuchując.
Naprawdę ktoś krzyczy czy to wycie wiatru? Zmęczony mózg potrafił tworzyć takie omamy…
– Pomocy! Ratunku! – dobiegło ponownie.
Bez namysłu skręcił w stronę wołania. Zrobił krok, drugi, trzeci i nagle… poczuł, jak śnieg usuwa mu się spod nóg.
Czy los – w tę noc, w Wigilię Bożego Narodzenia – może karać za dobre uczynki, za odruch serca?
Może.
Młody mężczyzna krzyknął. I runął w przepaść.