Harda
Elżbieta Cherezińska — Powieść historyczna

— Jeśli ten święty wysłał cię do cesarstwa i Gerona po pomoc, to jak widzisz, zadrwił z ciebie — sucho skwitował opowieść Mieszko.

Jechali bok w bok.

— Nie nam oceniać Boże dzieła, książę. We śnie Dagobert nakazał mi tę wędrówkę. Jako królewski potomek sądziłem, że idę po pomoc dla księstwa, ale być może prawdziwym celem było co innego?

Spojrzeli sobie w oczy po raz drugi.

„Jedź do Gerona. Na jego dworze znajdziesz to, czym go pokonasz”.

— Mieszko? — Urdis dotknęła jego ramienia i natychmiast otrząsnął się ze wspomnień. — Mieszko, co teraz będzie?

Odwrócił się ku niej. Wpatrywał w oczy, które widziały przyszłość, w usta, które o niej mówiły.

— Przecież wiesz, Urdis — powiedział smutno, dotykając jej twarzy. — Widziałaś to…

Nie chciał jej niczym urazić, nie teraz, nie w tej ostatniej chwili. Nade wszystko pragnął zapamiętać jej spojrzenie, woń, wilgoć, ciepło, wszystko, co przez kilka lat ich łączyło. Chciał zostać z tymi dobrymi wspomnieniami jak ze smakiem słonego miodu na czubku języka. Z jej smakiem.

— Czy teraz, jak to się już dopełni, będziesz palił takie jak ja? — spytała, ważąc każde słowo.